Książki,  Uncategorized,  Życie

O czytaniu słów kilka

Przełom roku ma to do siebie, że robimy podsumowania. Podsumowujemy to co zrobiliśmy, zrealizowaliśmy czy osiągnęliśmy. Wiele aplikacji czy stron oferuje nam statystyki tego ile kilometrów przeszliśmy czy przejechaliśmy a także ile książek przeczytaliśmy. Właśnie o tych ostatnich i ogólnie o czytaniu będzie mowa w owym wpisie.

Lubię czytać i lubię otaczać się książkami. Moja biblioteczka już się nie mieści w mieszkaniu a biblioteka naszych maluszków stopniowo zawłada ich pokojem. I choć staram się przesiadać na ebooki to i tak uroku książki papierowej nic nie zastąpi. Od dekady biorę udział w wyzwaniu „Przeczytam 52 książki w danym roku”, czyli jedną tygodniowo. Wydaje się, że jest to bardzo mało ale gdy nakłada się na siebie praca, życie, dzieci i inne pasje to staje się to wyzwaniem. Niemniej rok w rok dążę do tego celu, który raz zdobywam a raz nie ale szczerze to nie o to chodzi.  Czytam dla przyjemności a owe statystyki, cóż lubię matematykę.

Z racji mojego czytelniczego zamiłowania należę do dużej ilości grup o tematyce książkowej. I choć nie udzielam się wcale to jednak lubię czytać, bo zawsze można odkryć jakąś ciekawą pozycję. Przełom roku to wysyp postów z podsumowaniami tego ile i co się przeczytała. Szczerze lubię te posty, pozwala mi to żyć w bańce informacji o tym, że sporo osób czyta i to jeszcze więcej niż ja. Niemniej martwi mnie fakt, że z roku na rok coraz więcej znajduje się pod nimi hejtowskich komentarzy, których naprawdę nie rozumiem. Na porządku dziennym są komentarze „po co liczysz, przecież to nie zawody, ja się nie chwalę, czytam dla przyjemności, książka książce nie równa„. A gdy jeszcze liczba przeczytanych oscyluje w okolicach stu wysypują się teksty „pewnie czytasz same proste, beznadziejne, pewnie nic z nich nie pamiętasz, ty nic nie robisz tylko czytasz ” i tak dalej. Naprawdę zastanawiam się, co ten facebook robi z innych ludzi, czy wyzwala w nich same negatywne i nieprzyjemne emocję. Nie będę tutaj rozwodzić się nad hejtem bo to temat na spory post, ale czy naprawdę kryje się w nas tyle nienawiści i zazdrości. To takie przykre niestety. Na każdy z tych negatywnych komentarzy można odpowiadać i dyskutować, część osób próbuje ale czasami mam wrażenie, że to takie walenie głową o ścianę. Głowa rozboli a ściana jak stała tak stała. Zastanawiam się, czy naprawę to takie istotne czy ktoś przeczyta jedną, dziesięć, pięćdziesiąt czy sto książek? Chyba ważne, że chciał zagłębić się w literacką podróż a potem podzielić się nią z innymi. Nie wiem, może już za staram jestem aby to zrozumieć.

Skoro już mowa o czytaniu to śmieszy mnie bardzo ocenianie ludzi po tym co czytają. Kiedyś w moim repertuarze czytelniczym były mroczne powieści grozy, horrory i ogólnie pojęta makabra. Potem włączyła się skromna fantastyka. Nie ciągnęło mnie do innych gatunków ani autorów. W czasach studencki półkę przeczytanych zapełniła literatura popularnonaukowa, która dostarczyła ogrom różnej wiedzy. A potem posypała się klasyka, obyczajówka i szeroko rozumiana przeze mnie literatura kobieca, czyli wszystkiego rodzaju lekkie, czasem emocjonalne powieści. W tej chwili czytam wszystko, dalej uwielbiam mroczne powieści ale i przy tych lekkich spędzam mile czas. Mam też na swoim kącie książki, które tyczyły się burzliwe dyskusje a to dla tego, że chciałam móc samemu wyrobić sobie zdanie (cóż niekoniecznie najlepsze. Nigdy nie wstydziłam się tego co czytam i na co poświęcam czas. Zawsze uważałam, że na każdą książkę przychodzi odpowiedni czas i moment. Nigdy też nie oceniałam nikogo po tym co czyta, niestety jak się okazało należę do mniejszości.

Podczas pewnego spotkania ze znajomymi, temat zszedł na książki. Dyskusje były dość ciekawe i przewijało się wiele pozycji z literatury fachowej, pozycji nagrodzonych i ciężkich. Tak się składało, że w rozmowie wypłynęły owa literatura lekka czy jak ja ją nazywam kobieca (choć zdaje sobie, że mocno ją uogólniam). Nie miałam problemu powiedzieć, że ową czytam i jakie było moje zdziwienia gdy zobaczyłam spojrzenia innych osób czy nawet usłyszeć komentarz „gratuluje przyznania się”. Yyyyy ale czego, tego, że czytam różne pozycje? Oczywiście nie miało znaczenia, że na koncie miałam wcześniej omawiane pozycje, które jak zrozumiałam były „górnolotne, prestiżowe”, czytam prozę dla mas więc jestem…. No właśnie jaka? Gorsza? Po chwilowym zdziwieniu przyszło rozbawienie. Śmiać mi się zachciało. Przyznam, sporo lekki pozycji to książki na raz i często takie, których nie warto polecać ale trafiają się też perełki. Tak samo jak to bywa z tymi książkami górnolotnymi, które hmm niektórzy czytają na pokaz, bo przecież wypada. Ale czy wypada szufladkować?

Czytanie ma to do siebie, że możemy oderwać się od rzeczywistości i udać się w podróż, czasem mroczną, czasem słodką. Taką na jaką mamy ochotę w danej chwili i chyba nie powinno się tego oceniać. Obracam się w gronie czytelników a także tych co mało czytają i jedno mogę powiedzieć. Bardzo łatwo odróżnić osobę, która czyta bo lubi, bo chce od tej, która czyta na pokaz, bo dana książka bywa na salonach. I choć zdaję sobie sprawę, że miłośnicy King czy Cooka mogą nie dogadać się z miłośnikami Lipińskiej czy Meyer ale powinno je łączyć jedno – miłość do czytania!.

Chciałabym Wam żyć samej miłości do czytania, byście znajdowali czas, czytali to co chcieli i spotkali na swe drodze jak najmniej szufladkujących lub hejtujących ludzi. Niech książki nas łączą!

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *