“Wiatr z północy” – Susan Abulhawa [recenzja]

"Wiatr z północy" – Susan Abulhawa

Wiatr z północy” autorstwa Susan Abulhawy trafił w moje ręce przypadkowo. Spytałam kolegę z pracy, czy ma coś ciekawego do poczytania. Odpowiedział, że tak i przyniósł ową powieść z komentarzami zachęty. Muszę przyznać, że trochę się zdziwiłam otrzymując ją, jakoś nie pasuje mi to do stereotypowego męskiego czytelnictwa, ale jak to się mówi, są różne gusta i guściki. Książka trochę u mnie poleżała bo jakoś nie mogłam się nad nią skusić ale w końcu uległam spojrzeniu z okładki i po nią sięgnęłam.

Susan Abulhawa jest pisarką oraz politycznym komentatorem. Pochodzi z Palestyny i jest córką uchodźców palestyńskich z 1967 roku (okresu wojny sześciodniowej). Obecnie mieszka w Stanach Zjednoczonych. Jej najsłynniejszą powieścią jest właśnie „Wiatr z północy”, w którym poruszyła temat swoich rodaków i konfliktu izraelsko – palestyńskiego. Oryginalna nazwa książki brzmi „Mornings in Jenin”, trzeba przyznać, że nijak ma się to do przekładu polskiego. Dosłownie tytuł brzmiałby w stylu Poranki w Jenin (Jenin miasto w Palestynie).  Opowieść pierwszy raz ukazała się w 2006 roku jako „The Scar of Dawid” , cztery lata później, po lekkiej edycji ukazała się ponownie jako „Mornings in Jenin”. W moje ręce trafiło polskie wydanie z 2012 roku.

Mocne i poruszające spojrzenie na losy Palestyńczyków od momentu powstania państwa Izrael. Susan Abulhawa opowiada o traumatycznych wydarzeniach z niekłamanym uczuciem, tworzy niezapomniane obrazy świata, w którym dobroć i okrucieństwo, miłość i nienawiść egzystują tuż obok siebie. – Michael Palin

Pierwsze spotkanie z książką jest dość dramatyczne: kobieta i celujący w nią żołnierz z pistoletu. Mówi się, że przed śmiercią przelatuje całe życie człowieka, w tym przypadku też tak jest. Kobieta w myślach cofa się do czasu przed jej narodzinami, a my razem z nią. Przenosimy się na ziemię Ein Hod, gdzie rodzina Abulhejas wiedzie spokojne życie. Ich głównym zajęciem jest uprawa oliwek. Niestety spokój Palestyńczyków zostaje zakłócony i w 1948 roku zostają oni wygnani przez izraelskich żołnierzy do obozu uchodźców w Dżeninie. Ten tymczasowy pobyt, zamienił się w stały. Ci, którzy zaakceptowali swój los, zaczęli starać się żyć w tym „zamkniętym świecie”. To tutaj, w tej niewoli przychodzi na świat Amal, córka Hasana i Dalii Abulhejas. Jej oczami poznajemy życie uchodźca, ich problemy i ciągły strach. To jak niewiele warte jest ich życie. Razem z nią, jej rodziną i przyjaciółmi przechodzimy przez ten nieludzki byt i patrzymy jak starają się przeżyć w tym okaleczonym świecie.

Susan Abulhawa w swojej powieści poruszyła dość poważny temat, jakim jest konflikt izraelsko – palestyński, który trwa już bardzo długo. Ukazała go ze strony Palestyńczyków, jako narodu pokrzywdzonego, usuniętego siłą ze swoich ziem.  Tragedia ludzi, którzy nie zasłużyli na taki los. Muszę się przyznać, że niezbyt interesuje mnie temat tego konfliktu i jestem zbyt słabo zorientowana aby móc się w tej sprawie wypowiadać. Można powiedzieć, że celem książki było zrobienie szumu wokół tej historii i spojrzenie na sprawę od strony palestyńskiej. Czy to się udało? Ciężko powiedzieć bo na ile fikcja literacka przesłania prawdę tego nie wiem.  Na pewno pokazane okrucieństwo ludzi zostaje w pamięci i zmusza do dyskusji. Może to był właśnie ten cel?

Znakomita książka… Przyjaźń, miłość, codzienne wydarzenia skontrastowane z brutalnymi wyrokami historii – wszystko to sprawia, że opowieść Abulhawy ożywa na kartach książki. – „Independent”

Książka wciąga, to trzeba przyznać. Styl i język pozwalają na szybkie przebrnięcie przez ową historię. Ze strony na stronę chcemy się dowiedzieć jak potoczą się losy rodziny Abulhejas. Tematyka, jak już wspomniałam dość interesująca, pozwalająca dowiedzieć się czegoś nowego. Jeśli chodzi o mnie to wcześniej się z takim tematem nie spotkałam. Niestety muszę się przyznać, że niezbyt do mnie przemawia. Osobiście, trochę nudziły mnie rozmowy bohaterów książki o sytuacji w kraju, o polityce i tak dalej. To nie jest mój klimat. Zdaje sobie sprawę, że bez nich powieść straciłaby dużo, bo w końcu pozwalają zobrazować całą sytuację, nie oznacza to jednak, że mam to polubić.Morning in Jenin - Susan Abulhawa

Polska okładka książki kusi spojrzeniem kobiety. Jej oczy zachęcają do tego aby zagłębić się i poznać losy właścicielki owego spojrzenia. Może to główna bohaterka … Muszę przyznać, że mnie ona, stojąc na półce w księgarni nie skusiłaby zbytnio. Zabrakło jej czegoś. Już bardziej podoba mi się okładka zagranicznego wydania, gdzie mamy małą dziewczynkę przy drzwiach. Według mnie jest lepsze.

Niezwykle wzruszająca książka, napisana z olbrzymią pasją i niezachwianą szczerością. – „Daily Mail”

Mówiąc szczerze to ciężko mi jest ocenić  „Wiatr z północy”. Gdybym miała do niej podejść jako do  zwykłej powieść powiedziałabym, że jest taka sobie. Jednak biorąc pod uwagę tematykę i problem, który jest tu poruszony moja ocena się zmienia. Fakty historyczne połączone z fikcją literacką, wprowadzają czytelnika częściowo w świat życia Palestyńczyków. Nie jest to książka, która należy do lekkich powieści do poduszki ale też nie jest z górnej półki (bynajmniej dla mnie). Na pewno ma coś w sobie i zmusza do refleksji ale ja osobiście po nią drugi raz nie sięgnę.  To taka jednorazowa przygoda. Chociaż nie przeczę, że zasiała we mnie ziarnko chęci dowiedzenia się więcej. Niemniej jednak dostaje ocenę dobry mniej.

"Wiatr z północy" – Susan Abulhawa

O książce:
Tytuł: Wiatr z północy
Tytuł oryginalny: Mornings in Jenin
Autor: Susan Abulhava
Tłumaczenie:Magdalena Moltzan - Małkowska
Wydawnictwo: Prószyński 
Data wydania: 08-05-2012
Liczba stron: 408
 

Dodaj komentarz