"Szlak kości" – Elly Griffiths
Griffiths Elly,  Książki

„Szlak kości” – Elly Griffiths [recenzja]

Makabryczne znalezisko, starożytne miejsce kultu, archeologiczna zagadka no i sam tytuł „Szlak kości” zadziałały na mnie jak magnez. Te zgrabne, niewinne połączenia słów przykuły moją uwagę i już wiedziałam, że mam kolejną powieść do przeczytania. No cóż nic nie poradzę na to, że jestem podatna na wpływy marketingowe, w szczególności gdy ktoś wypromuje tematykę z moich „rewirów” – czyli kości, archeologia, zbrodnia i tak dalej. Tak wiem, może być w tym coś dziwnego ale każdy lubi to co lubi. Jedni zatapiają się w romansach a ja w tych mrocznych klimatach.

„Szlak kości” jest debiutancką powieścią Elly Griffiths i jak przystało na pierwszą książkę serii, poznajemy po raz pierwszy archeolog Ruth Galloway, główną bohaterkę, której będziemy towarzyszyć w niezbyt przyjemnych przygodach.

Ruth Galloway nie posiada typowych cech bohaterek, które mogliśmy poznać w innych podobnych dziełach. Tak więc nie spodziewajcie się poznać kolejnego ideału, chodzącej piękności, która kipi odwagą i chęcią przygody a jej inteligencja jest sporo ponad przeciętność. Ruth jest raczej osobą prawie przeciętną. Prawie czterdziestoletnią, samotną kobietą posiadającą dwa koty i to co nadzwyczajne (jak na tego typu powieści) ma nadwagę, a co za tym idzie ma kompleksy. Brak popularnego wyidealizowania bohatera sprawia, że jej rozterki życiowe są nam bliższe, przez co sama Ruth zyskuje. W końcu to normalna osoba, która jest dobra w swoim zawodzie.

Wracając jednak do fabuły, w okolicach miasteczka Saltmarsh, w którym mieszka Ruth znaleziono kości dziecka. Galloway jako ekspertka została poproszona o pomoc w rozwiązaniu tej sprawy. Okazuje, że znalezisko pochodzi z epoki żelaza. Dla Ruth nie jest to zbyt dużym zaskoczeniem, gdyż teren, na którym znalezione zostały kości kryje w sobie wiele zagadek archeologicznych i jest miejscem różnego rodzaju badań i wykopów. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że od czasu do czasu w okolicy znikają małe dziewczynki, czyżby sprawy były ze sobą jakoś powiązane? Kości dziecka, miejsce kultu, porwania dziewczynek, wszystko to zaczyna ze sobą współgrać, choć czy na pewno? Ruth wbrew sobie angażuje się w śledztwo i stara się odgadnąć prawdę. Im bliżej jest rozwiązania sprawy tym akcja nabiera większego tempa, ktoś zaczyna czyhać na  życie naszej Ruth…

Galloway towarzyszy policjant prowadzący sprawę – Harry Nelson i jak się nietrudno domyślić poza służbowymi sprawami wda się też trochę osobistych doznań. W sumie nie wiem czemu ma służyć ten boczny wątek, może oderwaniu się od zbrodni a może pokazaniu, że nawet zakompleksione osoby z nadwagą mogą liczyć na uniesienia. Nie wiem, dla mnie on jest tu niepotrzebny.

Muszę przyznać, że powieść Griffiths mnie wciągnęła. Interesują mnie tego typu książki, więc w sumie nic w tym dziwnego ale nie zawsze autorowi uda się dobrze „ubrać” swoje dzieło. Tutaj się to udało. Ciekawa fabuła, normalna bohaterka to nie jedyne plusy owej książki. Czyta się ją szybko i przyjemnie, oczywiście jeśli za przyjemne uzna się czytanie o zbrodniach i kościach. Ciężko mi  w sumie znaleźć minusy tej powieści, może to, że temat powieści wiele razy był  już wałkowany przez innych autorów ale znowu nie ma co się dziwić, skoro taka moda i zapotrzebowanie.

Podsumowując „Szlak kości”  mi się podobał i zapewne sięgnę po drugą części. Mogę też ją śmiało polecić na spokojny wieczór, jako takie oderwanie się od dnia codziennego.

O książce:
Tytuł: Szlak kości
Tytuł oryginalny: The Crossing Places
Autor: Elly Griffiths

Tłumaczenie: Agnieszka Kuc
Wydawnictwo: Literackie

Data wydania: 29-06-2011
Liczba stron: 364
Cykl: z Ruth Galloway (tom 1)

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *