“Rachunek za szczęście, czyli caffe latte” – Karolina Wilczyńska [recenzja]

“Rachunek za szczęście, czyli caffe latte” - Karolina Wilczyńska

Przyznam się, że zatęskniła za Kawiarenką za rogiem, za zapachem kawy i herbaty jaśminowej, za główną bohaterką Miłką, którą poznałam w przełomowych momentach jej życia. Z tego też względu bardzo rzadko sięgam po serię, gdy dostępny jest tylko pierwszy tom. Wolę poczekać i potem cieszyć się całością. W tym przypadku było ciut inaczej, bo sięgając po Życie na zamówienie, czyli espresso z cukrem nie wiedziałam, że to pierwsza część. Tak mnie zainteresowała, że wyczekiwałam drugiej części czyli Miłości według przepisu, czyli słodko – gorzkie cappuccino a następnie z utęsknieniem na trzecią część czyli “Rachunek za szczęście, czyli caffe latte”. 

“Rachunek za szczęście, czyli caffe latte” tak jak i poprzednia część, jest bezpośrednią kontynuacją swojej poprzedniczki. Po wielkiej miłości przyszedł, wielki smutek. Tymon po kłótni zniknął bez słowa, pozostawiając Miłkę samą ze wszystkim. Nie dość, że na głowie ma ciężarną siostrę, to jeszcze w kawiarence nie dzieje się za dobrze. Do tego dochodzą problemy finansowe, które prowadzą do katastrofy. Czy Miłce uda się sprostać tym wszystkim kłopotom? Czy wykorzysta szansę jaką daje jej los? Musicie sami przeczytać. 

Gdy tylko owa pozycja trafiła w moje ręce, zabrałam się za czytanie. Odłożyłam dopiero wtedy kiedy przeczytałam ostatnie zdanie na końcowej stronie. Przyznam szczerze, że mam strasznie mieszane uczucia po zakończeniu owego tomu. Polubiłam Miłkę i z zaciekawieniem kibicowałam jej ale… ale trochę zasmucił mnie fakt jak autorka spłaszczyła niektóre wątki. Szybko ucięte, zakończone bez wyjaśnienia sprawiły, że cała książka stała się pusta. Nie oczekiwałam zbyt wiele ale na przykład wątek rozmowy Miłki z rodzicami, gdzie padło parę zdań w tak trudnym temacie, bardzo mnie zawiódł. Również nagłe i nierealne zmiany bohaterów  sprawiły, że całość przestała być spójnym ciągiem wydarzeń. To wszystko sprawiło, że poczułam bardzo duży zawód. 

Tak jak i w poprzednich tomach, tak i w tym Karolina Wilczyńska starała się poruszyć tematy, które są dość trudne. Pokazała jak ważne jest wyjawienie tajemnicy i jaki zdejmuje ciężar z nas, że należy wybaczać. Również, że w wielu aspektach bardzo ważna jest rozmowa, nie tylko po to  aby móc zrozumieć drugą osobę ale też dowiedzieć się wszystkiego. Czasem odbiór czyiś słów czy czynów może być zaburzony przez nasze emocje i bardzo odbiegać od prawdy. To także historia wiary w siebie, realizowania i dążenia do celu. Walki ze strachem i nie poddawaniu się. To też historia przyjaciół i rodziny, wsparcia i tego, że nie potrzebne są więzy krwi by być rodziną. 

“Rachunek za szczęście, czyli caffe latte” to niestety ostatnia część z cyklu Kawiarenka za rogiem i przyznam, że troszkę zrobiło mi się smutno. Spodobała mi się owa trylogia, może miała pewne minusy, może momentami zasłodziła mnie i zgrymasiła, ale była uroczym oderwaniem się od rzeczywistości. Lekka, prosta historia, może naiwna ale otulająca czytelnika optymizmem na lepsze jutro. Czyli to wszystko co tego typu powieści powinny mieć. Z całości najbardziej jednak urzekły mnie wypowiedzi pani Werki, w których to porównywała życie do konkretnych rodzajów kawy, jak dla mnie numer jeden. 

Jeśli szukacie cyklu, który na chwile oderwie Was od codziennego życia, otoczy zapachem kawy i jaśminowej herbaty, poruszy delikatnie trudniejsze kwestie i pokaże, że warto mieć nadzieję i nie poddawać się to ta trylogia jest dla Was. Lekka, przyjemna i nieskomplikowana sprawia, że czas z nią minie bardzo szybko. Co prawda nie poleciłabym jej smakoszom wybitnej kawy ale jest kawa rozpuszczalna z mlekiem Ci smakuje to i owa powieść będzie Ci się podobać. 

 

O książce:
Tytuł: Rachunek za szczęście, czyli caffe latte
Autor: Karolina Wilczyńska 
Wydawnictwo:  Filia
Data wydania: 02-10-2018
Liczba stron: 360
Cykl: Kawiarenka za rogiem (tom 3)

 

“Rachunek za szczęście, czyli caffe latte” -  Karolina Wilczyńska

Ocena:
  • Książka zainteresowała mnie:
  • Akcja wciągnęła mnie:
  • Narracja uwiodła mnie:
  • Temat zaciekawił mnie:
  • Postacie zawładnęły mną:
4

Podsumowanie:

“Rachunek za szczęście, czyli caffe latte” to niestety ostatnia część z cyklu Kawiarenka za rogiem i przyznam, że troszkę zrobiło mi się smutno. Spodobała mi się owa trylogia, może miała pewne minusy, może momentami zasłodziła mnie i zgrymasiła, ale była uroczym oderwaniem się od rzeczywistości. Lekka, prosta historia, może naiwna ale otulająca czytelnika optymizmem na lepsze jutro. Czyli to wszystko co tego typu powieści powinny mieć.

Dodaj komentarz