"Pan Lodowego Ogrodu" - tom 1 – Jarosław Grzędowicz
Grzędowicz Jarosław,  Książki

„Pan Lodowego Ogrodu” – tom 1 – Jarosław Grzędowicz [recenzja]

Moja przygoda z Jarosławem Grzędowiczem rozpoczęła się całkiem niewinnie i przypadkowo. Podczas szeroko rozumianych dyskusji literackich, które uwierzcie mi, wcale nie są nudne, zeszło na temat fantastyki polskiej. Przyznaje, temat, w którym mam duże braki (bo tylko Piekara i Sapkowski przeczytani) ale także do niej mnie zbytnio nie ciągnie. Owa dyskusja zeszła na temat dorobku literackiego Grzędowicza (co by nie było kojarzyłam) i gorąco polecano mi powieść „Pan Lodowego Ogrodu„. Skoro tak kusili to coś musi w tym być. Pełna natchnienia siadłam do owej książki…

Jarosław Grzędowicz, gdyby jeszcze ktoś nie wywnioskował, jest polskim pisarzem fantastyki, który swój debiut literacki miał w 1982 roku. Na swoim koncie ma wiele opowiadań, za które zdobywał nominację i nagrody. W 2005 roku ukazała się jego powieść „Pan Lodowego Ogrodu” tom 1 (aktualnie jest już ich 4), za którą zdobył między innymi nagrodę Janusza A. Zajdla (coroczna nagroda w dziedzinie fantastyki).

Wracając już do książki, to „Pan Lodowego Ogrodu” rozpoczyna się misją ratunkową. Dwa lata temu, na odległą lecz podobna do naszej planetę Midgaard wysłano naukowców. Ślad po nich niestety zaginął. Z pomocą wysłany zostaje główny bohater Vuko Drakkainem (Nocny Wędrowiec), w jednej trzeciej Polak, Chorwat i Fin. Jego zadaniem jest dowiedzenie się co się tam stało i ewakuowanie badaczy na Ziemię, o ile jeszcze żyją. Przeszkolony, wyposażony w odpowiednie sprzęty i napełniony wiedzą wyrusza na ratunek. Przybywa na Midgaard i przygoda się rozpoczyna. W ślad za naukowcami, przemierza poszczególne krainy owej planety, i jak się okazuje wiedza, którą posiadał nie do końca jest wystarczająca. Całe szczęście, że do pomocy ma cyfrala, takie urządzonko przyszłości, które wszczepiono mu do mózgu. Przydatne bardzo, bo pomaga widzieć w ciemności, rozumieć różną mowę, aktywuje hiper prędkość, pozbawia niepotrzebnych emocji i tak dalej. Niema co ukrywać, bez niego szybko ta przygoda dla Vuko by się skończyła. Aby było ciekawiej, to nasz bohater, trafił na Midgaard w niezbyt ciekawym momencie dla jej mieszkańców.

„- Pierwsze pięć lat spędziłeś w ramionach kobiet i teraz za nimi tęsknisz. Nic dziwnego, każdy tęskni. Jednak powiem ci tylko, że kiedy przestaniesz być chłopcem, znowu w nie powrócisz. Wtedy jednak będziesz szukał obcych kobiet.”

Przygody Vuko przerywają nam epizody innej historii. Mianowicie poznajemy młodego księcia Tygrysie Tronu, wielce prawdopodobne, że przyszłego cesarza. Wprowadza on nas w swoje życie, które obejmuje nauki i rady jak zarządzać. Powiem szczerze, że na początku się trochę zgubiłam w tej historii ale potem odnalazłam sens. Przesłanki z innych tomów, wspominają cichaczem, że Panowie się spotkają ale cicho sza.

„Pan Lodowego Ogrodu” jest powieścią fantastyczną i tego nie da się ukryć. Autor powoli wprowadza nas w świat planety Midgaard, nie odkrywa wszystkiego od razu. Poznajemy ją etapami, razem z głównym bohaterem. W końcu dlaczego mamy wiedzieć więcej. Narracja prowadzona jest z dwóch perspektyw, pierwszoosobowej, kiedy to ramię w ramię podążamy z  bohaterem i trzecioosobowej, kiedy to stajemy się widzem jego dokonań. Akcja powieści ma swoje tempo, które trzyma odpowiedni poziom, nie pozwalając czytelnikowi zbytnio się nudzić. Te ponad 500 stron umyka naprawdę szybko. Trzeba też przyznać, że historia wciąga i po pewnym czasie sami jesteśmy ciekawi, gdzie nasz bohater się uda. Sam Vuko jest zaś postacią, które nie da się nie lubić. Jego podejście i specyficzny humor, nadają ducha powieści i podwyższają jej notowanie (na pewno u mnie).

„Nie przenoszę uwarunkowań kulturowych. Po prostu wierzę w prawo zysku. Uniwersalne w skali kosmicznej, proszę renifera.”

Powiem szczerze, że mam problem z oceną tej powieści. Podchodziłam do niej dwukrotnie, bo jakoś co chwilę pojawiały mi się ciekawsze propozycję. Ciężko też było mi się zagłębić w ową historię. Nie mogę powiedzieć abym się nie wciągnęła ale brakowało mi porwania, tego, że nie mogę się doczekać co spotka mnie na następnej stronie. Autorowi nie można zarzucić braku talentu czy jakiś niedociągnięć. Wszystko stworzone i przelane na papier jest bardzo dobrze ale niestety mi czegoś brakowało.

Czy warta przeczytania? Myślę, że na pewno bo widać a raczej słychać kunszt literacki autora. Czy się spodoba, tego już nie wiem. Ja zapewne sięgnę kiedyś po następne tomy z aby się dowiedzieć jak potoczą się losy Vuko.

O książce:
Tytuł: Pan Lodowego Ogrodu – tom 1
Autor: Jarosław Grzędowicz
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 11-05-2012

Liczba stron: 545
Cykl: Pan Lodowego Ogrodu (tom 1)

10

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *