"Moje córki krowy" - Kinga Dębska
Dębska Kinga,  Książki

„Moje córki krowy” – Kinga Dębska [recenzja]

Wyobraźmy sobie, że możemy na chwilę zamienić się w podglądaczy, zajrzeć za zamknięte drzwi sąsiadów. Usiąść niewidzialnie na krzesełku i zobaczyć co ukrywają przed światem, jakie brudy zamiatają pod dywan. Bądźmy jeszcze bardziej wścibscy i wejdźmy do ich umysły, poznajmy myśli, odkryjmy uczucia, zawładnijmy emocjami. Nic przed nami się nie ukryje. I choć wydawało nam się, że będzie to zabawne to niestety smutek nami zawładnął, bo czasem nie warto poznawać sekretów innych. Lecz z drugiej strony, może taka brutalna prawda otworzy nam oczy.

„Tak naprawdę nie radzę sobie wcale, choć nawet gdyby mnie torturowali, nikomu tego nie powiem. Nie umiem być sama, nigdy się tego nie nauczyłam, pali mnie tęsknota za tym kimś wymarzonym”

Do zabawy w podglądaczy zaprasza nas Kinga Dębska, reżyserka i autorka filmów fabularnych i dokumentalnych. Swój obraz postanowiła przenieść na słowo pisane i zadebiutować jako pisarka. Oddała w ręce czytelników powieść “Moje córki krowy”. Jak sama pisze jest to powieść “trochę smutna, trochę zabawna; prawdziwa jak życie”. Cóż prawdziwa jest, smutna także ale czy zabawna? Musicie ocenić sami.

„Ludzi, których kochamy, zawsze trochę idealizujemy.”

Bohaterkami książki są dwie czterdziestoletnie siostry. Starsza Marta, która jest sławną gwiazdą popularnego serialu. I choć z boku wydaje się, że ma wszystko to niestety jej życie prywatne nie jest do końca poukładane. Jej młodsza siostra Kasia, jest jej przeciwieństwem. Emocjonalna i niezaradna. Pracuje jako nauczycielka i mieszka razem z mężem nieudacznikiem i synem u rodziców. Dwie różne i jak się można domyślić negatywnie do siebie nastawione, można wręcz powiedzieć, że się nie cierpią.. I choć najchętniej żyły by bez siebie to niestety sytuacja z rodzicami powoduje, że muszą zacząć ze sobą współpracować. Nagłe pogorszenie stanu zdrowia ich matki i długi pobyt w szpitalu, ujawnienia choroby ojca, który zmienia się nie do poznania, sprawiają, że i tak napięte do granicy wytrzymałości struny pękają a każdego słowo wymienione między siostra jest gromem. Aż brakuje latających siekier.

„Trzeba zrozumieć, że śmierć nie jest naszym wrogiem; ona jest częścią nas. Rodzimy się i umieramy. Gromadzimy dobra, a potem one tracą sens. Dlatego trzeba łapać chwile, bo tylko one zostają. Życie jest chwilką. Liczy się tylko chwilka, którą pamiętamy. Reszta nie ma znaczenia.”

Książka prowadzona jest jako pewnego rodzaju pamiętnik sióstr. Raz widzimy sytuację oczami Marty aby zaraz spojrzeć na daną sytuację obrazem Kasi. To one wprowadzają nas w swoje życie, patrzymy na świat ich oczami, poznajemy emocje i myśli. Czytając mamy ochotę potrząsnąć obiema, powiedzieć dość ale ciężko naprawić kumulujące się negatywne emocje i to jeszcze w okresie stresu tragedii. Tak dwie różne, tak dwie nienawidzące się ale łączy je jedno, oddanie i przywiązanie do rodziców, które możemy poznać z dwóch perspektyw.

„Błogosławiona niewiedza, zapomnienie, nieświadomość. Bez nich życie byłoby nie do wytrzymania.”

“Moje córki krowy” to historia rodziny, która stanęła w obliczu ciężkiej sytuacji życiowej. Choroba, wyłoniła z czeluści przeszłości wszystkie zachowane dąsy i pretensje. Wyciągnęła i uwydatniła wszystkie zamiecione pod dywan brudy i wytknęła błędy.. Do tego zaprawiła to wszystko alkoholem.  To historia o miłości  rodzinnej i nienawiści. O przywiązaniu i oddaniu a także niezrozumieniu. Wszystko to co może występować pomiędzy dziećmi a rodzicami, pomiędzy rodzeństwem. Tak jak to bywa w prawdziwym życiu. To historia tragedii, która wydarzyła się pewnej rodzinie, i którą reszta świata ma gdzieś. Bo żyją, oddychają i uśmiechają się, tak jak nasze bohaterki, które próbują jakoś funkcjonować. Choć w ich sercach odgrywa się dramat to starają się żyć. To także historia dwóch sióstr, tak błędnie ocenianych przez siebie, budujących negatywne emocje, których nie mogą przełamać. Za błędy przeszłości często się płaci i często płacą za to inni.

„Muszę się upić. Na trzeźwo nie da się znieść tego koszmaru. Zastanawiam się czy już jestem alkoholiczką – za dużo piję. Mogę przeżyć wieczór bez alkoholu ale wolę z nim. Wino jest moim najlepszym przyjacielem, powiernikiem najskrytszych sekretów, ulubionym pocieszycielem.”

Po “Moje córki krowy” sięgnęłam przypadkowo, ot zobaczyłam tytuł i w zakamarkach mojej pamięci odezwało się wspomnienie promocji dotyczącej filmu więc zaczęłam czytać. Chciałabym napisać, że książka zrobiła na mnie wrażenie ale niestety tak nie było. Przeczytałam ją i to wszystko. Dla mnie był to wycinek z życia rodziny z problemami, która staje w tragicznej sytuacji. Problem w tym, że owa powieść nic nie wniosła. Oczywiście można szukać przesłania, kwestii poruszanych tematów, uwypuklenia zachowań, problemów i tak dalej ale … No właśnie to ale, książka ta nic nie wnosi, nie uczy. Może jej przesłaniem jest otworzenie oczu na niektóre temat, ale co gdy mamy już te oczy otwarte? Jest prawdziwa jak życie i tyle. Przyznam, że trochę mi szkoda czasu jaki jej poświęciłam, bo nie pozostawiła po sobie nic. Jedna z tych lektur, które po przeczytaniu szybko się zapomina.

„Okazuje się, że śmierć uszlachetnia żywych, przynajmniej na chwilę.”

Oczywiście nie jest tak źle, bo czyta się ją szybko i nie jest nużąco. Może trochę sztuczna, trochę wymuszona ale komponująca się w całość. Temat smutny, wręcz tragiczny ale poruszony od tej prawdziwej strony, nie tuszujący prawdy. I mimo mojego ale to trzeba przyznać, że jest o w miarę dobrze napisana książka i raczej udany debiut. Tak więc jeśli chcecie zabawiać się w podglądacza, odkurzyć brudy pewnej rodziny i zobaczyć jak radzi sobie w tragedii to polecam w przeciwnym wypadku niekoniecznie. Myślę, że warto też dodać, że mimo mojego ale u niektórych może wzbudzić duże emocje.

O książce:
Tytuł: Moje córki krowy
Autor: Kinga Dębska
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 13-01-2016
Liczba stron: 304

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *