"Młot na czarownice" – Jacek Piekara
Książki,  Piekara Jacek

„Młot na czarownice” – Jacek Piekara [recenzja]

„Młot na czarownice” to druga część opowieści o przygodach inkwizytora Mordimera Madderdina, któremu przyszło żyć w czasach herezji i bluźnierstwa. W świecie, „w którym Chrystus zstąpił z krzyża i surowo ukarał swych prześladowców. Świat, gdzie słowa modlitwy brzmią: I daj nam siłę, byśmy nie przebaczali naszym winowajcom. Świat, w którym nasz Pan i jego Apostołowie wyrżnęli w pień pół Jerozolimy.”

Pierwsze wydanie tomu „Młot na czarownice” miało miejsce w 2003 roku, do mojej biblioteczki zaś trafiło drugie wydanie, które ukazało się 4 lata później (w 2007 roku). Podobno jest ono przeredagowane i uzupełnione, ale ze względu na to, że nie miałam do czynienia z poprzednią „okrojoną” wersją, nie wiem jak dużo nastąpiło zmian. Z porównania, jedyne co mogę powiedzieć to to, że nowa okładka, jak dla mnie jest lepsza, taka bardziej mroczniejsza.

W owej książce, Jacek Piekara oferuje nam pięć opowiadań o przygodach Mordimera Madderdina, licencjonowanego inkwizytora Jego Ekscelencji biskupa Hez-Hezronu oraz jego towarzyszy: „uroczego” Kostuchy i dwóch braci bliźniaków. Wspomniani kompanii posiadają specyficzne zdolności, które pomagają Mordimerowi w rozwiązywaniu zleconych spraw. Tutaj warto zaznaczyć, że nasz bohater nie traktuje ich jako przyjaciół, raczej jako wściekłe psy, które sobie wychował, i które mu służą. Zawsze jednak pamięta, że jego „pieski” w każdej chwili mogą rzucić się mu do gardła, gdy przestaną czuć silną rękę.

Wracając do samych opowiadań, to pierwsze strony, przenoszą nas do „Ogrodów pamięci”, gdzie Mordimer jest ukazany jako człowiek pamiętliwy a co za tym idzie żądny zemsty. Sprawa, którą zajął się nasz bohater tyczy się chłopca cierpiącego z powodów stygmatów. Na tym przykładzie widać dokładnie jak odwrócony jest świat w książce względem naszej rzeczywistości. Dla nas stygmaty są czymś świętym, w świecie Mordimera są czystą herezją i bluźnierstwem a wręcz oznaką opętania przez Szatana. Zagłębiając się pomiędzy wiersze, możemy doszukać się morału, że zazdrość i zemsta nie zawsze są nagradzane.

Drugie opowiadanie, nosi wspomniany tytuł „Młot na czarownice”, gdzie do czynienia mamy z prawdziwą czarownicą i to na dodatek opętaną chęcią zemsty. Dowiadujemy się jak ważną sztuką jest sama egzekucja, która powinna być prawdziwym przedstawieniem a kat ma pełnić rolę znakomitego wykonawcy. Mimo mrocznej sprawy, spotykamy się tu z dużym poczuciem humoru, który na samym końcu rozbawia nas na Maksa, może nie do łez ale do szerokiego uśmiechu.

Kolejnym opowiadaniem jest „Mroczny krąg”, w którym Mordimer wysłany jest do walki z ponętnym i pożądliwym demonem. Umiejętna ocena sytuacji oraz jego „kulturalne” wychowanie pozwalają na rozwiązanie całej tej sprawy przy minimalnych kosztach i startach. W końcu po co stawać do walki z silniejszym, kiedy wygrana nie jest pewna? Lepiej wejść w układ tak aby każda ze stron poczuła się zwycięzcą.

W przedostatnim opowiadaniu „Wąż i gołębica” spotykamy się z tematyką wampiryzmu. Mordimer staje przed ciężkim zadaniem i tylko dzięki swojemu opanowaniu, bystrości umysłu wychodzi cało z opresji. Poznajemy także Anioła Stróża, który wbrew wszystkiemu przedstawiony jest jako istota siejąca strach a nie potulna i pełna miłości. Zaskakujące zakończenie dodaje opowiadaniu specyficznego uroku.

Piąte opowiadanie „Żar serca” pokazuje walkę między Świętym Oficjum a Kościołem. Ksiądz, któremu władza uderzyła do głowy uważa, że najlepszą likwidacją herezji jest jak największa liczba torturowanych i spalonych. Mordimer mimo, że jest inkwizytorem, który na swoim koncie ma wielu zabitych, nie lubi gdy znęca się niepotrzebnie nad niewinnymi. Postanawia wstąpić na wojenną ścieżkę z księdzem i skończyć to szaleństwo. Wie przy tym, że ryzykuje bardzo ale to bardzo wiele.

„Młot na czarownice” według mnie jest dobrą a wręcz bardzo dobrą książką dla miłośników mrocznej fantastyki i dla tych, którzy chcą się zapoznać z alternatywną wizją świata. Opowiadania czyta się bardzo przyjemnie (choć do przyjemnych nie należą) i szybko. Specyficzny humor autora dodaje niepowtarzalnego uroku i smaku, że chce się więcej. Osobiście śmiało mogę polecić ową pozycję każdemu, kto interesuje się danym gatunkiem.

Na koniec ciekawostka. Można przypuszczać, że nazwa tego tomu została zaczerpnięta z oryginalnego tekstu na temat magii – „Malleus Maleficarum” („Młot na czarownice”). Materiał ten uważany był za podstawowe kompendium wiedzy o czarach, czarownicach i ich związkach z Szatanem. Autorami tego to podręcznika był Jacob Sprender i Heinrich Kramer, którzy opublikowali swoje dzieło w 1487 roku.  Wersja polska pojawiła się w 1614 roku a tłumaczem był Stanisław Ząbkiewicz. Księga nie znalazła poparcia wśród władz kościelnych a tym samym nigdy nie była oficjalnie zatwierdzona przez Kościół katolicki. Jakby nie patrzeć tytuł ten w sam raz nadaje się jako tytuł drugiego tomu, w którym to inkwizytor zmaga się z wiedźmami, demonami oraz heretykami i bluźniercami. Należy jednak pamiętać, że w świecie stworzonym przez Piekarę, na rzeczy wiary spogląda się inaczej niż nas uczono, a samo wspominanie o tym, że Chrystus nie zszedł z krzyża a na nim umarł jest wielkim bluźnierstwem.

O książce:
Tytuł: Młot na czarownice
Autor: Jacek Piekara

Wydawnictwo: Fabryka Słów Sp. z o.o.

Data wydania: 23-01-2007 Liczba stron: 368
Cykl: z Mordimerem Madderdinem (tom 8)

Ocena:
  • Książka zainteresowała mnie:
  • Akcja wciągnęła mnie:
  • Narracja uwiodła mnie:
  • Temat zaciekawił mnie:
  • Postacie zawładnęły mną:
5,1

Podsumowanie:

„Młot na czarownice” czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Specyficzny humor autora dodaje niepowtarzalnego uroku i smaku, że chce się więcej.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *