"Metro 2033" - Dmitry Glukhovsky
Glukshovsky Dmitry,  Książki

„Metro 2033” – Dmitry Glukhovsky [recenzja]

Metro 2033” to książka mojego męża, kupił ją sobie z zamiarem przeczytania. To było ponad dwa lata temu, od tego czasu grzecznie stała sobie na półeczce i czekała. Szukając czegoś do czytania, postanowiłam w końcu po nią sięgnąć, co by nie czuła się aż tak bardzo samotna. Nie czytając streszczenia ani nie zapoznając się z opiniami, zanurzyłam się w tą niespodziankową przygodę.

Autorem „Metra 2033” jest Dymitry Gluskovsky, rosyjski pisarza, który na kartach swojej kariery ma także zawód korespondenta wojennego, radiowca i prezentera telewizyjnego. Jego debiutem literackim jest właśnie omawiane „Metro 2033”, w którym roztacza wizję postapokaliptycznej Moskwy, gdzie mieszkańcy zostali zmuszeni do życia w podziemiach. W pierwszym „wydaniu” powieść nie przypadła do gustu wydawcom. Dymitry postanowił opublikować ją w Internecie (do dziś dostępna jest na stronie metro.ru). Dzięki temu zyskał spore grono fanów, którzy chętnie uczestniczyli w tworzeniu kolejnych rozdziałów i ulepszaniu poprzednich. I tak w 2005 roku, poprawiona powieść doczekała się publikacji i jakby nie patrzeć stała się bestsellerem. Dwa lata później Glyskhovsky otrzymał za nią nagrodę Europejskiego Stowarzyszenia Science Fiction organizowanego w ramach Euroconu.

Książka stała się tak popularna (a może jej temat), że doczekała się swojej gry, opracowanej przez studio 4A Games. Z tego co udało mi się znaleźć, to to, że być może niedługo doczekamy się też ekranizacji  „Metra 2033” gdyż wytwórnia MGM zakupiła do niej prawa.

W swojej powieści, Glyskhovsky opisuje świat, który w końcu doczekał się wojny atomowej. Tylko niektórym udało się przeżyć ten nuklearny atak. Uciekli oni do moskiewskiego metra by tam stworzyć swój własny dom. Z upływem czasu, metro zostało przekształcone w mini świat, w którym to stacje są osobnymi państwami z indywidualnymi prawami i rządami. I jak to bywa w historii, mamy sojusze i bitwy, ot takie prawdziwe życie tylko, że pod ziemią. Niestety nie wszystko jest tam „piękne”.  Mieszkańcy poza problemami dnia codziennego muszą borykać się również z masą innych niebezpieczeństw. Są narażeni na ataki mutantów, zagrożenia biologiczny czy psychiczne. Jeden wielki „misz masz” tego co może nas spotkać po zagładzie nuklearnej.

Akcja powieści rozpoczną się na jednej z oddalonych stacji WOGN. Tam oto poznajemy głównego bohatera Artema. Życie na owej stacji nie należy ani do zbyt łatwych ani miłych, mieszkańcy notorycznie atakowani są przez zmutowane potwory, zwane Czarnymi. W wyniku pewnych zdarzeń, Artem dostaje misję: ma udać się do legendarnego miasta (stacji) Polis i tam odnaleźć pewnego człowieka. Cel jaki mu przyświeca to uratowanie całego metra przed nalotem owych Czarnych. I tak o to wyruszamy w niebezpieczną podróż, po ciemnych tunelach i rozmaitych stacjach. Poznajemy zasady i prawa, którymi rządzą się odwiedzane „państewka”, stawiamy czoło niebezpieczeństwom  i zagrożeniom aby w końcu osiągnąć swój cel. Cel, który jak się potem okazuje nie do końca jest taki jasny i słuszny.

Historia opisana w „Metrze 2033” została zadomowiona w dość specyficznym otoczeniu jakim jest moskiewskie metro. Często można usłyszeć plotki na temat tej podziemnej architektury i tego, że nikt do końca nie wie jak rozległa jest owa sieć tuneli. Tak więc wybranie umiejscowienie w nim akcji, jak dla mnie było strzałem w dziesiątkę.  Walka ludzi z efektami promieniowania jak również staraniami o utrzymania człowieczeństwa tworzy swoisty rodzaj klimatu, który pochłania czytelnika. W końcu obrazuje on jedną z możliwych wizji końca świata, a o tym niedawno było dość głośno.

W powieści przewija się sporo bohaterów, każdy z nich w większym lub mniejszym stopniu związany jest z Artemem, młodym chłopakiem, który prowadzi nas przez stacje i tunele. Poza tym, że co chwila musi narażać się na niebezpieczeństwa to jeszcze w jego głowie toczy się nie lada burza. Przez większość swojej drogi zastanawia się bowiem nad celem swojego życia i kwestią istnienia. Czy warto się męczyć i starać, czy może poddać i tylko egzystować, a może wręcz zakończyć swój byt? Chyba większość z nas w takich okolicznościach zadawałaby sobie podobne pytania, kim być, co robić, jak żyć? Pewnie część z nich i tak zadawaliśmy sobie w młodości. Cóż, mówi się, że mądrość przychodzi z wiekiem, chociaż nie zawsze. Poza zwykłymi osobnikami przetaczającymi się przez strony powieści, warto wspomnieć o owianych tajemnicą stalkerach. Stalkerzy, to bohaterowie, którzy wychodzą na ziemię i zdobywają to co może pomóc w przeżyciu pod ziemią. Osoby, które nie znają strachu, choć może tylko dobrze go ukrywają.

Akcja książki dzieje się raz szybko raz wolno, obfitując w coraz to nowsze zagrożenia. Mnie osobiście wciągnęła dopiero gdzieś po 2/3 swojej objętości. Wcześniej jakoś nie mogłam się wkręcić. W treści mamy masę wstawek dotyczących tego co było i tego co jest, informacji, które mówią nam o tym jak kształtowały się poszczególne stacje, sojusze i tak dalej. Niestety ale mnie to nudziło trochę i przeszkadzało w sumie. Jakoś nie pasowało mi to do całości, na pewno pozwalało lepiej spojrzeć na to co się działo i dzieje ale może, można by trochę to skrócić. Czasami odnosiła wrażenie lekkiego zagubienia podczas czytania. Tak jakby coś z czymś się nie łączyło, coś gdzieś przeskakiwało albo wynikało nie wiadomo z czego. Oczywiście można złożyć to na barki tego, że niezbyt mocno zaangażowałam się w powieść a może przyczyną było tworzenie jej w kawałkach. Nie wiem i chyba nie będę w to jakoś głęboko wnikać.

Cóż zachwytem to ja nie pieje. Przeczytałam super, ale więcej chyba do niej nie powrócę. Widocznie to nie mój styl, chociaż klimat jaki tu panował bardzo mi się spodobał. Może chodzi o tą całą otoczkę i słowo pisane. Nie wiem. Były momenty, w których się nudziłam, a sytuacji, w których bym nie mogła się doczekać kolejnej strony było zdecydowanie za mało. W ogóle towarzyszyło mi pewnego rodzaju znudzenie i zniechęcenie.

Biorąc „Metro 2033” do ręki, nie zakładałam ani nie oczekiwałam niczego. Może dzięki temu nie doznałam ani wielkiego rozczarowania ani uwielbienia. Ot taka przeciętna pozycja jak dla mnie, a szkoda, bo może inaczej napisana mogłaby dużo zyskać w moich oczach.  Tak, wiem łatwo napisać inaczej i nie powiedzieć jak, może lepiej rzec „to nie było dla mnie”.

Ciężko mi ją podsumować jednym zdaniem, bo z jednej strony jest bardzo fajna, z drugiej taka sobie. Myślę, że miłośnicy fantastyki i podobnych klimatów na pewno w niej przepadną.

O książce:
Tytuł: Metro 2033
Autor: Dmitry Glukhovsky

Tłumaczenie: Paweł Podmiotko
Wydawnictwo: Insignis

Data wydania: 24-02-2010
Liczba stron: 592
Cykl: Metro 2033 (tom 1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *