“Anne z Zielonych szczytów” - Lucy Maud Montgomery
Książki

“Anne z Zielonych szczytów” – Lucy Maud Montgomery [recenzja]

Chyba nikomu nie trzeba przedstawiać Ani Shirley, rudowłosej dziewczynki, która zamieszkała na Zielonym Wzgórzu. Bohaterki, która podbiła serca wielu czytelniczek a książka “Ania z Zielonego Wzgórza” na dobre wpisała się w rubrykę “ulubione pozycję”. Jakież to musiało być zdziwienie wśród miłośników Ani, gdy ukazał się informacja o “Anne z Zielonych Szczytów”, czyżby nowa część? Ależ nie, to tylko nowe tłumaczenie, w którym, ktoś się nie bał i zburzył Zielone Wzgórze…

Anna Bańkowska, polonistka ze specjalnością językoznawczą, redaktorka i tłumaczka literatury anglojęzycznej, dokonała zamachu na klasykę. To ona świadomie zdradziła pokolenie matek i babć, które wychowały się na Ani z Zielonego Wzgórza. Zastąpiła urocze Zielone Wzgórze Zielonym Szczytem. Przecież to się nie godzi!. Wśród czytelników zawrzało a owe wydanie wzbudziło bardzo emocjonalne dyskusje. Chciałoby się powiedzieć, że się rozumie ową burzę bo zarówno ja, jak i zapewne wielu z Wam ma wielki sentyment do Zielonego Wzgórza i powiedzmy sobie szczerze, owa zmiana nie brzmi najlepiej. Warto jednak wiedzieć, że taki sam a może nawet większy sentyment do słowa “gable” miała Lucy Maud Montgomery. Była ona przywiązana do niego i ubolewała ona nad owym złym tłumaczeniem. Zastanawiacie się zapewne skąd więc wzięło się to Zielone Wzgórze, ano tym, że Rozalia Bernsteinowa, która tłumaczyła Anię, posiłkowała się szwedzkim przekładem, gdzie już tam zostało to zmienione. Należy też pamiętać, w jakich czasach żyła owa tłumaczka i co mogło wpływać na różnego rodzaju zmiany (nie mowa już tylko o tytule).  Anna Bańkowska po zbadaniu wielu tych różnych aspektów, łącznie z tematami architektonicznymi, wraz z wydawnictwem podjęli to trudne wyzwania i zamachnęli się na klasykę. Według mnie dobrze, bo owe tłumaczenie nie zginie w tłumie innych. 

“Anne z Zielonych szczytów” - Lucy Maud Montgomery

Czy historię Ani nie trzeba przedstawiać? Sieroty, która przez przypadek trafiła do domu na Zielonym Wzgórzu i podbiła serca rodzeństwa, które ją przygarnęło. Historii o tym jak to uroczę dziewczę zadomowiło się w Avonela i, że co rusz wpadało w tarapaty spowodowane swoją niepohamowaną wyobraźnią. Myślę, że nie bo większość z Was ją zna, w końcu należy do kanonu lektur szkolnych.  

Wychowałam się na tłumaczeniu Bernsteinowej. Do tej pory, co rusz sięgam po stare rozwalające się wydania i na nowo zanurzam się w historię Ani. I choć miałam przyjemność przeczytać kilka innych tłumaczeń to żadne nie miało w sobie owego klimatu. Gdy usłyszałam o nowym, najbliższym oryginałowi tłumaczeniu, odliczałam dni kiedy będę mogła się w nie zagłębić. I wiecie co Wam powiem, przepadłam. Czytało mi się bardzo dobrze. Tłumaczka oddała ten klimat, który tak polubiłam, nie ujęła nic z magii pierwotnego utworu.  Oczywiście mamy zmiany imion czy też nazw np. kwiatów ale w niczym to kompletnie nie przeszkadza w odbiorze powieści. Wręcz nadaje jej realności i sprawia, że jeszcze łatwiej w niej się zanurzyć. 

Osobiście bardzo się cieszę, że ktoś podjął się urealnienia owej powieści do obecnego czasu. Czasu, w którym angielskie imiona i nazwy nie są dla nas czymś obcym, gdy nie ma nieodpowiednich skojarzeń bądź gdy każdą napisaną informację możemy sprawdzić czy jest prawdziwa. Tłumaczka oddała tutaj twórczość Lucy Maud Montgomery, razem z nią prowadzić nas płynnie po owej historii. Zachowała styl i urok. Poprawiła to co zostało wcześniej spolszczone i nie do końca oddawało prawdę. Myślę, że to bardzo dobre wydanie, które z pewnością powinno trafić do nowego młodego pokolenia, które tak jak ich matki i babcie pokochają Anię i będą się śmiać z ich perypetii. 

“Anne z Zielonych szczytów” - Lucy Maud Montgomery

“Zabiłam Anię, zburzyłam Zielone Wzgórze i pozbawiłam je pokoiku na facjatce. Proszę jednak o łagodny wymiar kary, zważywszy na to, że ktoś kiedyś musiał się podjąć tego niewdzięcznego zadania”. Pani Anno, myślę, że nie musi Pani martwić się o żadną karę, powinno się wręcz Pani podziękować za to, że “odmłodziła” Pani tą piękną klasykę. I choć przyznaję, że dla mnie jednak zawsze Zielone Wzgórze pozostanie zielonym wzgórzem, to z drugiej strony to tylko tytuł, ważne jest samo obcowanie z książką a to jest ucztą udaną. 

O książce:
Tytuł: Anne z Zielonych Szczytów
Tytuł oryginalny: Anne of Green Gables
Autor: Lucy Maud Montgomery
Tłumaczenie: Anna Bańkowska
Wydawnictwo: Marginesy

Data wydania: 26-01-2022
Liczba stron: 384
Cykl: Ania z Zielonego Wzgórza (tom 1) 

 

 

Oficjalna recenzja portalu:

Lubimyczytac.pl

Ocena:
  • Książka zainteresowała mnie:
  • Akcja wciągnęła mnie:
  • Narracja uwiodła mnie:
  • Temat zaciekawił mnie:
  • Postacie zawładnęły mną:
6

Podsumowanie:

„Anne z Zielonych Szczytów” to „odmłodzone” wydanie tej pięknej klasyki. Anna Bańkowska oddała klimat i magię utworu. Czyta się bardzo przyjemnie i choć przyznaje, że dla mnie Zielone Wzgórze zawsze będzie Zielonym Wzgórzem to uważam, że dla młodego pokolenia będzie to bardzo dobre tłumaczenie.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *