"Anne z Redmondu" - Lucy Maud Montgomery
Książki

„Anne z Redmondu” – Lucy Maud Montgomery [recenzja]

Przyznajcie się, kto z Was gdy zobaczył tytuł “Anne z Redmondu” autorstwa Lucy Maud Montgomery zaczął się zastanawiać czy to nie jest przypadkiem jakaś nowa nieznana do tej pory część serii o Ani Shirley? Ja śmiało mogę powiedzieć, że owe pytanie mignęło mi przed oczami, nim skojarzyłam, że przecież Ania studiowała w Redmond. Tak, dobrze kojarzycie. O to przed nami stara a tak naprawdę nowa “Ania na Uniwersytecie” w tłumaczeniu Anny Bańkowskiej. Na pewno słyszeliście o zamieszaniu jakie wywołało to nowe tłumaczenie, które z Ani z Zielonego Wzgórza zrobiło Anne z Zielonych Szczytów. I choć wiele osób było sceptycznych to jednak zagłębiając się w nie na nowo odkryło Anne i prozę Lucy Maud Montgomery. Ja się przyznaję, że z niecierpliwością czekam na kolejne tłumaczenia.

Zaletą tłumaczenia Anny Bańkowskiej jest bycie najbliżej oryginału, stąd właśnie owy tytuł “Anne z Redmond”. Zapewne bardziej dociekliwi powiedzą, ale zaraz zaraz to powinna być “Ania z Wyspy” bo przecież oryginalnie tak została wydana. Tak to prawda, ale to wydawca zmienił tytuł na “Anne of the Island”, zaś sama autorka nadała tytuł książce “Anne of Redmond”. My “Anię na Uniwersytecie” znamy z przekładu Janiny Zawiszy-Kracuskiej z 1931 roku, który to zmieniał tytuł “Ania z Wyspy” (przekład Andrzeja Magórskiego z 1930 roku) . Myślę, że już wszystkie niejasności mamy wyjaśnione, czas zatem zajrzeć do naszej Anne.

Anne Shirley, rudowłosa dziewczynka, która podbiła wiele serc wkracza w dorosłość. Można rzec, że z przytupem bo opuszcza swoje Zielone Szczyty, Marillę i bliźniaki Dorę i Dave’ego i wyjeżdża na studia do Redmond College. Ta obdarzona wielką wyobraźnią dziewczyna, dojrzewa na naszych oczach. I choć jeszcze tkwi w niej namiastka beztroskiego dziecka to jednak wybory życiowe coraz bardziej wpychają ją w ramiona dorosłości. Mamy zatem młodą kobietę, która musi się zmierzyć z nowymi wyzwaniami a także trudnymi wyborami. Razem z nią zawieramy przyjaźnie, podejmujemy pierwsze próby tworzenia twórczości literacki i mieszkamy w uroczym Ustroniu Patty. Będziemy także świadkami pojawianie się wymarzonego przez bohaterkę adoratora i to nie Gilberta.

"Anne z Redmondu" - Lucy Maud Montgomery

Nowe tłumaczenie Anny Bańkowskiej pozwala na nowo odkryć uroki obcowania z twórczością Lucy Maud Montgomery. Bliższe oryginału, lepiej oddające ówczesne realia a przy tym nie tracące nic z uroku jaki znamy, sprawia, że przynosi czytelnikowi samą frajdę z czytania. Osobiście mam też wrażenie, że jest jakby bardziej dojrzalsze i uniwersalne. To już nie seria dedykowana tylko młodym ale także tym co mają więcej lat. Przyznam, że momentami ciężko mi się przyzwyczaić do oryginalnych imion ale w końcu w mojej głowie Zielone Szczyty mogą być Zielonym Wzgórzem, a Dora i Dave, Tolą i Tadziem. Kto mi zabroni?

“Anne z Redmond” jest trzecią z serii o Anne Shirley. Jest to pozycja, która pozwala nam dojrzewać razem z bohaterką. Przestaje być dzieckiem a staje się kobietą. Czytając ową książkę warto pamiętać kiedy ona powstawała i w jakim czasie się dzieje. Pozwoli to na przeżywanie tej historii według konwenansów tamtego okresu a nie porównywaniu do obecnych czasów. Analizowaniu, wypatrywaniu pewnego rodzaju infantylności i swoistego rodzaju szufladkowaniu bohaterów. Zamiast więc starać się wcisnąć ją w obecne realia, lepiej przenieść się w tamten czas. Czerpać pełną przyjemność z obcowania z bohaterami. Śmiać się razem z nimi ale i przeżywać ich smutki i rozterki. Zastanawiać się czy stara miłość zwycięży nad tą nową, z romantycznych marzeń? Przecież nie wypada w wieku bohaterki nie mieć jeszcze męża a co dopiero narzeczonego więc wszystko może się zdarzyć.

Lucy Maud Montgomery stworzyła książkę, która otula nas swoim niepowtarzalnym ciepłem. Płynie z niej swoistego rodzaju urok i napawa optymizm. Mamy okazję przenieść się w czasie i zobaczyć jaki kiedyś się żyło. To pozycja, która zachęca do pewnych refleksji, do tego, że warto się cieszyć z najdrobniejszych rzeczy. I choć może jest trochę słabsza od swoich poprzedniczek to i tak warto przeczytania o tym co ta nasza Anne znowu wymyśli. Gorąco polecam.

"Anne z Redmondu" - Lucy Maud Montgomery

O książce:
Tytuł: Anne z Redmondu
Tytuł oryginalny: Anne of the Island
Autor: Lucy Maud Montgomery
Tłumaczenie: Anna Bańkowska
Wydawnictwo: Marginesy

Data wydania: 2022-08-24
Liczba stron: 320
Cykl: Ania z Zielonego Wzgórza (tom 3) 

 

 

Oficjalna recenzja portalu:

Lubimyczytac.pl

Ocena:
  • Książka zainteresowała mnie:
  • Akcja wciągnęła mnie:
  • Narracja uwiodła mnie:
  • Temat zaciekawił mnie:
  • Postacie zawładnęły mną:
6

Podsumowanie:

„Anne z Redmondu” to książka, która otula nas swoim niepowtarzalnym ciepłem. Płynie z niej swoistego rodzaju urok i napawa optymizm. Mamy okazję przenieść się w czasie i zobaczyć jaki kiedyś się żyło. To pozycja, która zachęca do pewnych refleksji, do tego, że warto się cieszyć z najdrobniejszych rzeczy. I choć może jest trochę słabsza od swoich poprzedniczek to i tak warto przeczytania o tym co ta nasza Anne znowu wymyśli. Gorąco polecam.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *