“Ania z Avonlea” – Lucy Maud Montgomery [recenzja]

"Ania z Avonlea" – Lucy Maud Montgomery

Po przekręceniu ostatniej strony „Ani z Zielonego Wzgórza” naturalną rzeczą jest sięgnięcie i zagłębienie się w drugi tom przygód Ani Shirley, niepoprawnej rudowłosej marzycielki, która podbija serca wszystkich. Tym razem jej losy będziemy śledzić w „Ani z Avonlea”, małego miasteczka na Wyspie Księcia Edwarda, gdzie zamieszkała nasza mała bohaterka. Poprawka, już nie mała a raczej młoda kobietka, która dalej kształtuje swój charakter, w towarzystwie swojej wybujałej wyobraźni, nadającej kolorów jej życia.

Tym razem będziemy towarzyszyć Ani  w jej nowej pracy a mianowicie nauczycielki w miejscowej szkole, gdzie zatrudniła się po rezygnacji z kontynuacji nauki na wymarzonym Uniwersytecie. Jeśli znacie Anie to oczywiście wiecie, że nie spoczęła na laurach i nie porzuciła swoich marzeń. W wolnych chwilach uczy się korespondencyjnie dążąc do ukończenia studiów. I choć praca dostarcza jej wielu wyzwań to pełna życia udziela się aktywnie w Kole Miłośników Avonlea, które postanowiła za cel uczynienie z Avonlea najpiękniejszego miasteczka w okolicy.

„W przyjaciołach powinniśmy szukać tego, co w nich najlepsze, i obdarzać ich tym, co w nas najlepsze. Wtedy przyjaźń będzie największym skarbem życia.”

W drugim tomie poza poznanymi już postaciami pojawiają się ciekawi i niepowtarzalny bohaterowie. Tadzio i Tola, bliźniaki, które zamieszkały na Zielonym Wzgórzu, przysparzając jej mieszkankom wielu trosk i zmartwień ale także masy radości i uśmiechu. Ania poznaje kolejną bratnią duszę, uroczego i obdarzonego wspaniałą wyobraźnią Jasia Irvinga. Zawiera bliższą, choć z początku kłopotliwą, znajomość z sąsiadem Panem Harrisonem, który przy bliższym poznaniu wiele zyskuje. Uroku powieści dodaje także panna Lawenda Lewis, mieszkająca w cudownym domku o nazwie Chatka Ech. To tam właśnie zakiełkuje mocniej uczucie pomiędzy Anią a Gilbertem. W końcu urok miejsca udziela się każdemu.

„Ania z Avonlea” jest kolejną wspaniała przygodą, gdzie towarzyszymy Ani w jej rozkwicie i dojrzewaniu. Powieść poza cudownymi bohaterami jest pełna miłosnych uniesień, śmiesznych wydarzeń i niezapomnianych chwil. Całą tą magię i urok tworzy na pewno także stare tłumaczenie Rozalii Bernsteinowej, które nadaje powieści specyficzny i niezapomniany styl.

„Być może wielkie uczucie nie wkracza w nasze życie w blasku i glorii jak rycerz na koniu; być może wkrada się cichutko, jak stary przyjaciel; być może rozwija się w pozornej monotonii, by nagły błysk olśnienia ujawnił rytm i ukrytą muzykę. Być może miłość rozwija się naturalnie z pięknej przyjaźni, jak herbaciana róża z zielonego pąka.”

Czytając kolejny tom Ani, poczułam się jak mała dziewczynka, która do późnych godziny nocnych siedzi w tajemnicy czyta przy małej lampce. Muszę przyznać, ze smutkiem, że niewiele jest takich książek, które mimo upływających lata potrafią wciągnąć, zawładnąć duszą i cieszyć czytelnika jak nigdy. Bo przecież jak można przy Ani się nie uśmiechać?

Ciężko mi, inaczej niż pozytywnie, wypowiedzieć się na temat „Ani z Avonlea” bo ta rudowłosa dziewczynka, wkradła się w moje serce i zamieszkała w nim na długo. Przy takim towarzyszy trudno być obiektywnym.

"Ania z Avonlea" – Lucy Maud Montgomery

O książce:
Tytuł: Ania z Avonlea
Tytuł oryginalny: Anne of Avonlea
Autor: Lucy Maud Montgomery
Tłumaczenie: Rozalia Bernsteinowa
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 1956
Cykl: Ania z Zielonego Wzgórza (tom 2)
Ocena:
  • Książka zainteresowała mnie:
  • Akcja wciągnęła mnie:
  • Narracja uwiodła mnie:
  • Temat zaciekawił mnie:
  • Postacie zawładnęły mną:
  • Wydanie urzekło mnie
6

Podsumowanie:

„Ania z Avonlea” to dalsze losy Ani Shirley, w których poznanym cudownych bohaterów. Przeżyjemy miłosne uniesienia, uśmiejemy się przy niektórych wydarzeniach i spędzimy z kilka niezapomnianych chwil.

Dodaj komentarz